MOTTO TYGODNIA 
 Omne ignotum pro magnifico.
"Wszystko, co nieznane,
wydaje się wspaniałe."
 Publius Cornelius Tacitus

I Liceum Ogólnokształcące w Rzeszowie

im. ks. Stanisława Konarskiego

35-030 Rzeszów; 3-go Maja 15

tel. 17 748 28 20  fax. 17 748 28 30

pierwsze w mediach 3

mscloudlogofanpage 1lo

kanal youtube 175

Archiwum wiadomości

office365info

Jesień w Bieszczadach

rajd01

Zgodnie z prognozami pogody w ostatnie dni października 2012 r. mieliśmy w województwie podkarpackim przywitać pierwszy w tym roku śnieg. Organizator rajdu – p. Wacław Wałach, opiekun szkolnego koła PTTK przy I Liceum Ogólnokształcącym w Rzeszowie, martwił się czy pogoda nie zniechęci uczniów. Okazało się, że w piątkowy poranek 26 października na parkingu przed halą Podpromie zjawili się wszyscy zapisani uczestnicy rajdu – 21 osób. Rolę opiekunów, oprócz p. Wałacha, pełnili p. Wiesław Bać i ks. Tomasz Nowak. Cel podróży – Bieszczady i Góry Słonne.

 

Począwszy od Bliznego nasz przewodnik p. Łukasz Kuczmarz przedstawiał ciekawostki związane z mijanymi miejscami: Starą Wsią, Brzozowem, Zagórzem. W Lesku zatrzymaliśmy się w popularnej cukierni „Słodki Domek”. Dalej przez Hoczew i Polańczyk dojechaliśmy do Bukowca podziwiając po drodze rozlewiska Zalewu Solińskiego w większości niewidoczne latem ze względu na rosnące na drzewach liście. Autobus podwiózł nas najdalej jak mógł, głęboko wcinając się w las szutrową drogą służącą do zwożenia drewna. Stamtąd wyruszyliśmy z kierunku Korbani  (894 m n.p.m.). O tej porze roku szlak wyścielony był grubą warstwą liści – szliśmy niczym po miękkim dywanie. Gdy go zabrakło błoto przykrywało całe nasze buty. Nieraz, aby je ominąć, zbaczaliśmy z drogi idąc przez chaszcze sięgające pasa. Wiele trudności wiązało się z samym wyjściem na szczyt. Ostatni odcinek był bardzo stromy, co w połączeniu z śliskim błotem, tworzyło niełatwą do pokonania przeszkodę. Warto było się chwileczkę potrudzić, gdyż z Korbani rozciągała się piękna panorama Zalewu Solińskiego. Na samym jego końcu widzieliśmy zaporę w Solinie. Ze szczytu zeszliśmy w kierunku przełęczy Hyrcza. Na rozległej polanie, obok ambony myśliwskiej, maturzystki z klasy 3e ćwiczyły dla rozgrzewki taneczne układy choreograficzne na studniówkę. Idąc dalej, zatrzymaliśmy się przy murowanej kaplicy, która służyła pielgrzymom do Łopienki jako ostatnie miejsce odpoczynku. Stąd już tylko pół godziny marszu. Za chwilę czekał nas niesamowity widok: Rozległa zielona dolina, a na jej skraju biała murowana cerkiew z 1757 r. W mijanym strumyku umyliśmy mocno obłocone buty. W świątyni, po modlitwie Anioł Pański przed kopią ikony Matki Bożej Łopieńskiej, wysłuchaliśmy długiej opowieści o historii miejsca, które kiedyś tętniło życiem, a obecnie z domów zostały jedynie zarośnięte trawą resztki fundamentów. To jedna z wielu w tym rejonie wiosek wysiedlonych po zakończeniu II wojny światowej. W Łopience czekał na nas autobus. Krętą drogą wzdłuż Solinki dojechaliśmy do Cisnej. Po herbacie i dwóch słowach z bieszczadzkim poetą Ryszardem Szocińskim, który w Cisnej prowadzi małą galerię, pojechaliśmy do schroniska Młodzieżowego „Pod Jelonkiem” w Jabłonkach. Długo śpiewaliśmy piosenki korzystając z talentu muzycznego p. Wałacha, który przygrywał na gitarze. Co tam nie było! I szanty, i piosenki turystyczne i ludowe. Opiekunowie poszli spać, a muzyka rozbrzmiewała jeszcze długo po północy.

rajd02Drugi dzień wycieczki rozpoczęliśmy od ponownych odwiedzin „Słodkiego Domku”. Z Leska było już blisko do Bezmiechowej, gdzie na zboczu Kamionki znajduje się Akademicki Ośrodek Szybowcowy Politechniki Rzeszowskiej. Długo czekaliśmy na grawitacyjny start szybowca, ale takiej okazji nie sposób było pominąć. Kilka sekund swobodnego zjazdu i samolot, poderwany przez silny wiatr, uniósł się wysoko nad dolinę. W oddali widzieliśmy szczyty bieszczadzkich połonin w złotych jesiennych barwach. Z Kamionki, żółtym szlakiem, ruszyliśmy w kierunku Słonnego (668 m n.p.m.). Znów szliśmy po dywanie z liści, choć tu i ówdzie nie zabrakło błota (niektórzy zabrali go na spodniach do Rzeszowa). Ogromną atrakcją było dzikie zejście stromym zboczem w kierunku Załuża. Próbując nie stracić z oczu przewodnika, po kilkuminutowym chaszczowaniu, znaleźliśmy się w uroczym wąwozie, na którego dnie płynął strumyk. Stamtąd już zaledwie kilka minut i dotarliśmy do głównej drogi między Leskiem a Sanokiem. Na parkingu przed ruinami zamku Sobień czekał na nas autobus. Część osób planowała jeszcze wyjść na wzgórze z ruinami, większość jednak, zmęczona długim i szybkim marszem, zdecydowała o powrocie. W Rzeszowie przywitał nas deszcz. Na szczęście, mimo nisko wiszących chmur, nie zastał nas na trasie. Z drugiej strony chyba żadna pogoda nie mogłaby pomniejszyć radości związanej z kontaktem z przyrodą i drugim człowiekiem na szlaku.

ten

1 Liceum Ogólnokształcące im. ks. Stanisława Konarskiego w Rzeszowie

Copyright © 2015. All Rights Reserved.