Menu

Zaloguj

Obecnie gościmy

Naszą witrynę przegląda teraz 5 gości 
Odsłon : 83951
Wycieczka do krakowskiego Teatru Starego

Napisany przez Łukasz Karpecki, z 17-10-2009 08:58

W ubiegłym tygodniu klasa IIb i kilka osób z innych klas wybrali się pod opieką prof.Katarzyny Milcarek, prof.Katarzyny Mikluszki i prof.Magdaleny Janickiej na wycieczkę do Krakowa. Głównym celem był Teatr Stary, a dokładniej grana na jego deskach o 19.15 sztuka teatralna. I właśnie ta sztuka będzie treścią tegoż wpisu.

Nazywała się "Król umiera, czyli ceremonie" i prezentowana była jako teatr absurdu, zresztą jak większość sztuk pisanych przez Eugene Ionesco. Myślę, że warto wspomnieć, że ten twórca napisał również sztukę, która pod koniec wakacji była wystawiana w rzeszowskim teatrze Maska, sztukę którą wyreżyserowała Małgorzata Machowska - aktorka "Siemaszki". Mianowicie "Łysą śpiewaczkę", ale więcej o niej napiszę, gdy zostanie ponownie umieszczona  w repertuarze teatru, a zapewniam, że będzie.


Jednak dziś skupię się szczególnie na spektaklu krakowskiego teatru. Warto napisać, że jego obsada jest iście doborowa. Na scenie możemy zobaczyć takie gwiazdy polskiego teatru i kina, jak Jerzy Trela (król), Anna Polony (pierwsza żona króla), Anna Dymna (druga żona króla,) czy Dorota Segda (pokojówka i jednocześnie królewski błazen), a także Jacek Romanowski - nadworny lekarz i Zbigniew Kosowski - strażnik. Scenarzystą i reżyserem całości jest Piotr Cieplak.


"Król umiera, czyli ceremonie" jest to, jak już wspomnialem, sztuka nietuzinkowego twórcy - Eugene Ionesco. Pisarz ten ukazuje światu teksty, które w teatrze są wykorzystywane jako tzw. teatr absurdu. Jest to bardzo ciekawy, nowatorski ruch w teatrze współczesnym, zapoczątkowany w latach 50-tych XX wieku. Jego charakterystyczną cechą jest postrzeganie świata, polegające na godzeniu sprzeczności. W teatrze absurdu zostają odwrócone tradycyjne role przypisane tragizmowi i komizmowi - tragizm staje się nośnikiem treści komicznych, a komizm - tragicznych.


Przejdźmy do treści spektaklu "Król umiera, czyli ceremonie". W celu jej przybliżenia skorzystam z pewnej treściwej recenzji:


"To jeden z najbardziej wstrząsających w swej prostocie dramatów, którego tematem jest rytuał śmierci. Umrzesz Królu za półtorej godziny, na końcu spektaklu - pada wyrok. Już pozostała ci tylko godzina na horyzoncie życia, jeszcze dwadzieścia minut… W tej sztuce w dużym stężeniu mieści się wszystko, co przynależy do tematu: wzniosłość, groteska, piękno, brzydota, zwyczajność. Umrzesz królu na oczach swych poddanych i oczach naszych - widzów. Będziesz się bronił, ale losu nie uda ci się przechytrzyć. My zaś będziemy ciekawie się przyglądać twojej intymnej ceremonii odchodzenia. Gdy powoli zacznie cię zawodzić ciało, natura, ludzie. Gdy ogarnie cię strach i żal za tym, co ci się wyślizguje z rąk. Gdy będziesz coraz dotkliwiej samotny. Jerzy Trela umie być sam, ma w tym duże doświadczenie, począwszy od najsamotniejszych ról - Konrada w Wyzwoleniu i Dziadach. Nikt tak jak Anna Polony nie nadaje się do świata teatru ceremonii i nikt tak jak Dorota Segda nie potrafi niezwyczajnie współtowarzyszyć. Pięknie grają. W ogóle jest to bardzo dobry aktorsko spektakl.


Nie ucieknę jednak od napisania o pewnym pomyśle związanym z czasem i miejscem spektaklu. Piotr Cieplak uległ pokusie pokazania konkretnej śmierci, umierania legendarnego Starego Teatru z tymi samymi aktorami, którzy niegdyś budowali jego świetność. Ten towarzysko-krakowski wątek utkany z kawałeczków tekstów dawnych ról, jest, według mnie, całkowicie zbędny, ponieważ mimo woli skupia uwagę na sprawach mniejszych. W dużej mierze polega na zabawie w  rozpoznawanie i przypominanie czytelnej dla krakusów, ale nieczytelnej dla białostoczan, czyli nieuniwersalnej. Umieranie sztuki nie znaczy tyle samo, co umieranie życia. A sama teza o kończeniu się dawnego teatru i zastępowaniu go nowym też nie jest prawdziwa. Tak jak - odwołuję się do wywołanego przykładu - Stary Teatr nigdy nie odszedł, tylko został zmarnotrawiony. I do dziś marnotrawi się resztówkę jego świetności. Proszę bardzo, aktorzy od Swinarskiego, Grzegorzewskiego, Bradeckiego wyszli na scenę z jakiegoś bezsensownego niebytu i okazuje się, że jak dawniej mogliby zagrać wszystko, i bardzo bym chciała nadal ich oglądać. Teatr albo jest dobry, albo zły, a nie stary lub nowy. Albo ma wagę i charyzmę, albo się pławi w powierzchowności i chaosie. Wszystkie inne podziały nie mają sensu.'"

(EK)


Dodam jeszcze, że bardzo warto obejrzeć tenże spektakl. Może nie jest on idealnie dopieszczony (co nie wyklucza, że jest zrobiony bardzo dobrze i ciekawie) jednak niesie ze sobą wielkie przesłanie, wiele może nas nauczyć. Teatr absursu jest dość specyficzny, nie należy do takich form, które każdemu się spodobają, jednak gdy ktoś jest fascynatem,  czy ciekawym nietuzinkowości - zachęcam.

Ostatnie uaktualnienie: 14-03-2010 20:29

Komentarze